O dużych biznesowych decyzjach, które łatwiej się opowiada niż podejmuje.

O dużych decyzjach łatwiej się opowiada, niż się je podejmuje. Gdy kilka lat temu postanowiłam zamknąć moją pierwszą firmę – słowo „ciężko” nawet nie oddawało skrawka procesu.

Za tą decyzją nie stał żaden twardy i logiczny powód. Nie chodziło o rentowność, ani brak perspektyw na rozwój. Nie skończyli się klienci, ani pomysły. Za to cała ja w środku krzyczałam, że to już nie jest moje.

Brak poczucia satysfakcji (nawet z pełnego konta), uśmiechanie się do klientów na siłę, zmęczenie i niechęć po powrotu po weekendzie to nie są (niby) wielkie problemy. Da się zacisnąć zęby. Wszak inni mają gorzej, a doceniać powinno się każdy moment.

Otóż nie. Nie dajmy sobie wmówić, że poczucie frustracji i wypalenia to brak wdzięczności. To znak, ogromny i jaskrawy, że coś pilnie domaga się uwagi. I nie jest to błahy temat, bo dotyka sedna naszego istnienia – tego kim jestem i po co tutaj przyszłam.

Nadszedł taki czas, że pieniądze i dobra luksusowe nie są w stanie przykryć pustki. Pustki, która powstaje przed oddalenie się od siebie samej. Nie da się być jedną osobą prywatnie, a drugą w firmie. To znaczy można, ale cena dla wielu z nas staje się za wysoka.

A więc w bólu i strachu podjęłam tę decyzję. Kończę, oddzielam się, zaczynam nowy etap. 

W trakcie tej zmiany straciłam tożsamość. Nie byłam już tą Dorotą, ktorą ludzie kojarzyli z firmą X i wiedzą Y. Byłam pewna, że już nikt mi ponownie nie zaufa, bo właśnie zostawiłam coś, co budowałam przez lata.

Patrząc wstecz uśmiecham się, widząc jak bardzo się myliłam. Jak zupełnie nieprawdziwe wyobrażenia umysłu przejęły kontrolę nad moim życiem. Spoglądając z ekscytacją w jutro i nadzieją w pojutrze, miewam motyle w brzuchu na samą myśl o tym, gdzie się znalazłam.

Jednak zanim trafiłam tutaj, przeszłam „swoje”. Każdy z nas przechodzi i przechodzić będzie. Moja podróż się nie kończy, jest teraz inna.

Jeżeli wahasz się, jesteś na rozdrożu, być może przed ważną decyzją – czuję Cię. Wiem, że proces nie zawsze jest przyjemny. Jednak… gdy woła serce i całe ciało rwie się gdzieś indziej, to czy jest sens to opóźniać? Czy kolejne dni na rozdrożu naprawdę przyniosą więcej jasności? 

Ja wahałam się 4 lata. To o 3 lata, 11 miesięcy i 29 dni za długo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Bezpłatny ebook

Prawa nowego paradygmatu biznesu

Jak lekko wejść w potencjał nadchodzących zmian? Czym jest stare a czym nowe w prowadzeniu biznesu? Jak naturalnie połączyć misję i biznes? Jaka jest podstawa przepływu w nowym?

Pobierz ebook, z którego dowiesz się, co oznacza dla biznesu wejście w Nową Erę.

[activecampaign form=34 css=2]